Podsumowanie 7. kolejki PLFA II

16 cze 2014

W meczach siódmej kolejki PLFA II zwycięstwa odniosły drużyny Panthers Wrocław B, Pretorians Skoczów, Wolverines Opole i AZS Silesia Rebels. 
 

Wrocławska kontrola
Panthers Wrocław B - Rybnik Thunders 32:0 

Wrocławianie rozpoczęli sezon od wyjazdowego zwycięstwa z Wolverines Opole. Rybniczanie na początku maja ulegli Dragons Zielona Góra. Panthers B w sobotę debiutowali przed własną publicznością, co było dodatkową motywacją do dobrej gry. 

Zawodnicy naszej drużyny pokazali dzisiaj dużo świetnego futbolu defensywnego.
Krzysztof Konieczny, zawodnik pierwszej drużyny Panthers Wrocław

Od początku spotkania formacja defensywy gospodarzy nie pozwalała rywalom wykonywać skutecznych serii ofensywnych. Raz po raz rybniczanie byli zmuszeni odkopywać piłkę po raptem trzech zagraniach w ataku. 

Ofensywą zespołu z Dolnego Śląska dobrze kierował drugi rozgrywający zespołu B Mateusz Drygała. Już pierwszej kwarcie precyzyjnym podaniem obsłużył on Wiktora Ziębę i gospodarze wyszli na prowadzenie. W drugiej kwarcie przypomniał o sobie znakomicie prezentujący się w meczu z Wolverines Adam Jagiełło. Jego 30-jardowy bieg zakończył się w polu punktowym przeciwników. Jeszcze przed przerwą piękną akcją powrotną po przechwycie popisał się Igor Mazur i do szatni Pantery schodziły z dwudziestopunktową zaliczką. 

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Ofensywa gospodarzy systematycznie przesuwała się z piłką w stronę endzone rywali, a przyjezdni mieli wielkie kłopoty z konstruowaniem dobrych zagrań w ofensywie. W trzeciej kwarcie po raz drugi z piłką w polu punktowym zameldował się Jagiełło. W ostatniej części błąd swojej drużyny przy kopnięciu z pola przytomnie naprawił Marcin Marcinkowski i Pantery zdobyły trzydziesty drugi punkt. 

Około pięć minut przed końcem meczu Thunders mieli znakomitą okazję by zdobyć przyłożenie. Z futbolówką dotarli do drugiego jarda przed polem punktowym rywali. Jednak dwa przewinienia cofnęły ich na 17. jard. W trzeciej próbie przy podaniu rybniczan błąd popełniła formacja defensywy gospodarzy i Thunders znowu mieli pierwszą próbę. Kolejne zagrania przyniosły następne kary przeciw zespołowi ze Śląska i ostatecznie Grzmoty zakończyły mecz z zerowym dorobkiem punktowym. 

Dzięki zwycięstwu Pantery B zajmują obecnie pierwsze miejsce w grupie południowo-zachodniej PLFA II. Z Bilansem 0-2 Thunders są na piątej, ostatniej lokacie. 

- Zawodnicy naszej drużyny pokazali dzisiaj dużo świetnego futbolu defensywnego. Rybniczanie w pierwszej połowie nie przekroczyli z piłką linii środkowej boiska. Atakiem dzisiaj ładnie kierował drugi rozgrywający Panthers B Mateusz Drygała. Na pewno procentuje to, że nasz drugi skład przynajmniej raz w tygodniu ćwiczy z pierwszym. Do tego mamy wielu dobrych trenerów, którzy są zaangażowani w rozwijanie zespołu rezerw - powiedział Krzysztof Konieczny, zawodnik pierwszej drużyny Panthers Wrocław.

- Nasze problemy zaczęły się już po pierwszej akcji ofensywnej meczu. Nasza formacja ataku zacięła się nie potrafiąc skonstruować żadnej skutecznej serii. W całym meczu zdobyliśmy raptem kilka pierwszych prób. Często sami strzelaliśmy sobie w stopę cofając się po przewinieniach. Formacja defensywna zagrała poprawnie, chociaż trzeba przyznać, że Panthers wykorzystali dwa błędy w naszych ustawieniach. Mecz był bardziej wyrównany niż na to wskazuje wynik, ale przede wszystkim wielkie słowa uznania należą się formacji obrony, która zaprezentowała się wyśmienicie - skomentował Rafał Grabowski, grający trener Rybnik Thunders.  

Kolejny mecz Panthers B rozegrają 13 lipca. Rywalami wrocławian będą opolskie Rosomaki. Na następne spotkanie ligowe Grzmoty będą musiały poczekać do 26 lipca. Wtedy na własnym terenie podejmą Pantery 

Panthers Wrocław B - Rybnik Thunders 32:0 (7:0, 13:0, 6:0, 6:0) 

I kwarta
7:0 przyłożenie Wiktora Zięby po 11-jardowej akcji po podaniu Mateusza Drygały (podwyższenie za jeden punkt Kamil Pyka) 

II kwarta
13:0 przyłożenie Adama Jagiełły po 30-jardowej akcji biegowej
20:0 przyłożenie Igora Mazura po 70-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Kamil Pyka) 

III kwarta
26:0 przyłożenie Adama Jagiełły po 2-jardowej akcji biegowej 

IV kwarta
32:0 przyłożenie Marcina Marcinkowskiego po 15-jardowej akcji powrotnej po zablokowanym kopnięciu z pola 

Mecz obejrzało 150 widzów. 

MVP meczu: Alan Neary (safety Panthers Wrocław)
 

Przełomowo rozgrywający do rozgrywającego
Silvers Olkusz - Pretorians Skoczów 8:18 

W pierwszej kwarcie niedzielnego meczu pierwszoplanową rolę odegrały formacje obrony obu zespołów. Na początku drugiej odsłony po długim, 39-jardowym biegu świetnie tego dnia dysponowanego rozgrywającego Pretorians Sebastiana Czyża goście dotarli z piłką w okolice pola punktowego gospodarzy. Niedługo później Czyżowi zdarzył się błąd. Futbolówka po jego rzucie ugrzęzła w rękach defensora Sivlers Szymona Sroki. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis. 

O ile z postawy naszej formacji defensywnej jesteśmy bardzo zadowoleni, to nasza dyspozycja w ataku pozostawia wiele do życzenia.
Łukasz Stępień, prezes Pretorians Skoczów

Po wznowieniu gry po regulaminowej przerwie kibice zgromadzeni na stadionie w Olkuszu zobaczyli pierwsze punkty. Ich autorem był defensor gospodarzy Szymon Sroka, który powalił Czyża w jego polu punktowym. Niedługo później Silvers powiększyli prowadzenie bo biegu swojego quarterbacka Michała Polaka. Wtedy nastąpił przełomowy dla losów meczu moment. Przy próbie podwyższenia rozgrywający zespołu z Małopolski posłał piłkę w ręce … rozgrywającego Pretorians Sebastiana Czyża, który w tym zagraniu pojawił się w formacji defensywnej. Quarterback skoczowian pokonał z futbolówką 100 jardów i w ten sposób pierwsze dwa punkty pojawiły się po stronie przyjezdnych. 

Niedługo później uskrzydlony świetnym zagraniem Czyż wykonał piękny, 52-jardowy rajd w ataku. Po chwili zwieńczył dobrą serię trzyjardowym zagraniem na przyłożenie. Po skutecznym podwyższeniu za dwa w wykonaniu Bartłomieja Kowalczyka Pretorians po raz pierwszy prowadzili. 

Ten sam duet zadał ostateczny cios w ostatniej części gry. Tym razem punktowy bieg Czyża liczył pięć jardów. W całym spotkaniu rozgrywający gości nie mogąc znaleźć nieobstawionych odbierających wielokrotnie decydował się schowanie piłki pod pachę i efektowne biegi. W ten sposób zdobywał kluczowe pierwsze próby dla swojej drużyny. 

Dzięki zwycięstwu Pretorians wspięli się na czwarte miejsce w grupie południowo-wschodniej PLFA II. Z bilansem 1-2 Silvers zajmują obecnie piątą lokatę. 

- Silvers bardzo poprawili się od poprzedniego sezonu, szczególnie w obronie. Bardzo wiele dała nam analiza nagrań poprzednich meczów olkuszan. O ile z postawy naszej formacji defensywnej jesteśmy bardzo zadowoleni, to nasza dyspozycja w ataku pozostawia wiele do życzenia. Na pewno czeka nas też praca nad dyscypliną boiskową. Dzisiaj zdecydowanie za wiele jardów straciliśmy po przewinieniach - powiedział Łukasz Stępień, prezes Pretorians Skoczów. 

- Do zwycięstwa zabrakło nam skuteczności i konsekwencji w ataku. Pretorians byli dzisiaj w naszym zasięgu. To szczegóły zdecydowały o ich zwycięstwie. Po tej porażce nasze morale nie spadło. Jesteś zdeterminowani by ćwiczyć jeszcze ciężej - skomentował Tomasz Bień, defensywny liniowy Silvers Olkusz.  

Kolejny mecz Silvers rozegrają 5 lipca. Rywalami w wyjazdowym meczu będą faworyzowani Saints Częstochowa. Na kolejną potyczkę ligową Pretorianie będą musieli poczekać aż do 27 lipca. Wtedy na własnym boisku podejmą Świętych. 

Silvers Olkusz - Pretorians Skoczów 8:18 (0:0, 0:0, 8:12, 0:6) 

III kwarta
2:0 dwa punkty (safety) dla Silvers po tym jak Szymon Sroka powalił rozgrywającego Pretorians z piłką w jego polu punktowym
8:0 przyłożenie Michała Polaka po 5-jardowej akcji biegowej
8:2 dwa punkty dla Pretorians po 100-jardowej akcji powrotnej po przechwycie Sebastiana Czyża przy próbie podwyższenia za dwa w wykonaniu Silvers
8:10 przyłożenie Sebastiana Czyża po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Bartłomiej Kowalczyk)

IV kwarta
8:18 przyłożenie Sebastiana Czyża po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Bartłomiej Kowalczyk)

Mecz obejrzało z 200 widzów. 

Sebastian Czyż (rozgrywający Pretorians Skoczów)
 

Zagadkowy thriller zielonogórski
Dragons Zielona Góra - Wolverines Opole 10:14 

Do niedzielnej batalii oba zespoły przystępowały z bilansem 1-1. Od początku zawodów przebieg gry zdominowały formacje obrony obu ekip. W całej pierwszej połowie żadnej z drużyn nie udało się wypracować dobrej okazji do zdobycia przyłożenia. Jedyne punkty w pierwszych 24 minutach efektywnego czasu gry uzyskał defensor gospodarzy Michał Zieliński. Wolverines rozpoczynali zagrania w okolicach dwudziestego jarda przed własnym polem punktowym. Futbolówka wprowadzana do gry poszybowała nad głową rozgrywającego gości. Ten do niej dopadł, ale został powalony we własnym polu punktowym. Dzięki temu dwa oczka pojawiły się na tablicy wyników po stronie Smoków. 

Muszę przyznać, że wygraliśmy dzięki potężnemu błędowi taktycznemu Dragons. Zwycięstwo cieszy, ale nie jego styl.
Adam Mazurek, prezes Wolverines Opole

Po przerwie Wolverines obudzili się ofensywnie. Ładne podanie Kamila Kowalika do Adama Popandy i skuteczne podwyższenie za dwa Marcina Niedobitka pozwoliły im wyjść na sześciopunktowe prowadzenie. Gospodarze szybko odzyskali prowadzenie dzięki przyłożeniu swojego rozgrywającego Adriana Chojnackiego. Ten sam zawodnik precyzyjnie podał do Ariela Wróbla i Dragons odzyskali dwupunktowe prowadzenie. 

Taki wynik utrzymał się aż do samej końcówki meczu. Kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem Smoki miały były w posiadaniu piłki blisko przed własnym polem punktowym. Gospodarze dwa razy ustawili się w formacji zwycięstwa by zbić sekundy z zegara meczowego. Zagadkowo w trzeciej próbie Dagons zdecydowali się na akcję podaniową. Ich rozgrywający został powalony, na domiar złego stracił piłkę, którą odzyskali Wolverines. Gdy do końca meczu pozostawało dziesięć sekund pięknym podaniem do Łukasza Szelongiweicza popisał się Wojciech Drąg i zaskoczeni daną im szansą opolanie wpadli sobie w ramiona. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Rosomaków 14:10. 

Mimo porażki na słowa uznania zasługuje postawa safety drużyny zielonogórskiej Bartka Gawlika. Zawodnik ten w całym meczu przechwycił aż trzy podania rozgrywającego Rosomaków. 

Dzięki drugiemu zwycięstwu w sezonie Rosomaki zajmują obecnie drugie miejsce w grupie południowo-zachodniej PLFA II. Z bilansem 1-2 Smoki okupują czwartą, przedostatnią lokatę. 

- Muszę przyznać, że wygraliśmy dzięki potężnemu błędowi taktycznemu Dragons. Zwycięstwo cieszy, ale nie jego styl. Jechaliśmy do Zielonej Góry pewni wysokiej wygranej. Smoki pokazały nam, że trzeba z pokorą pochodzić do każdego meczu i przeciwnika. Na duże słowa uznania zasłużyły dzisiaj formacje specjalne i defensywa - powiedział Adam Mazurek, prezes Wolverines Opole.  

- Spotkanie mogło się podobać kibicom. Dramaturgią można by obdzielić kilka spotkań. Oba zespoły znakomicie zaprezentowały się w defensywie. Błąd w naszym ostatnim zagraniu otworzył opolanom drogę do zwycięstwa. Trzeba przyznać, że ich podanie na przyłożenie było genialne. Należą im się gratulacje za to, ze zachowali zimną krew do samego końca - skomentował Tomasz Dzida, manager ds. PR i marketingu Dragons Zielona Góra. 

Kolejny mecz Dragons rozegrają 12 lipca we Wrocławiu. Rywalami Smoków będą Outlaws. Dzień później, 13 lipca Rosomaki zagrają w tym samym mieście. W ciekawie zapowiadającym się rewanżu opolanie zmierza się z Panthers B. 

Dragons Zielona Góra - Wolverines Opole 10:14 (0:0, 2:0, 8:8, 0:6) 

II kwarta
2:0 dwa punkty (safety) dla Dragons po powaleniu przez Michała Zielińskiego rozgrywającego Wolverines z piłką w jego polu punktowym 

III kwarta
2:8 przyłożenie Adama Popandy po 30-jardowej akcji po podaniu Kamila Kowalika (podwyższenie za dwa punkty Marcin Niedobitek)
10:8 przyłożenie Adriana Chojnackiego po 10-jardowej akcji biegowej (podwyższenie z dwa punkty Ariel Wróbel po podaniu Adriana Chojnackiego) 

IV kwarta
10:14 przyłożenie Łukasza Szelongiewicza po 35-jardowej akcji po podaniu Wojciecha Drąga

Mecz obejrzało 250 widzów.
 

Rebelianci pozbawili złudzeń
Majster-Pol Broncos Sucha Beskidzka - AZS Silesia Rebels 0:26 

Niedzielny mecz z licznymi podtekstami zapowiadał się pasjonująco. Dzięki bardzo dobrej grze Rebeliantów kibice zostali pozbawieni dużej dozy emocji. Już pierwszym zagraniu ofensywnym grający tego dnia jak z nut Rebeliant Beniamin Bołdys popisał się 50-jardową akcją biegową zakończoną przyłożeniem. Jeszcze w pierwszej kwarcie rezultat podwyższył Alan Krzempek po 20-jardowym rajdzie. 

Kluczem do zwycięstwa była dobra postawa naszej defensywy, która praktycznie nie pozwalała rywalom przesuwać się z piłką w stronę naszego pola punktowego.
Jakub Samel, trener AZS Silesia Rebels

Bezradni w ataku Broncos nie potrafili też powstrzymać szalejącego na boisku gracza katowiczan z numerem 45. Jeszcze przed przerwą Bołdys wykonał kolejny bieg na touchdown i do szatni Rebelianci schodzili prowadząc 20:0. 

W drugiej połowie żadnej z drużyn nie udało się zdobyć przyłożenia. Jedynym punktującym był … Bołdys. Tym razem pod dwóch skutecznych kopnięciach z pola. W całym spotkaniu ten wszechstronny gracz wybiegał blisko 150 jardów, zdobył dwa przyłożenia po ziemi, dwa razy skutecznie kopnął z pola i dwa razy skutecznie podwyższył za jeden. Mecz zakończył się gładkim zwycięstwem Rebels 26:0. 

Dzięki trzeciemu zwycięstwu w sezonie Rebels umocnili się na pierwszym miejscu drugoligowej grupy południowo-wschodniej. Z bilansem 1-1 Broncos zajmują trzecią lokatę. 

- Kluczem do zwycięstwa była dobra postawa naszej defensywy, która praktycznie nie pozwalała rywalom przesuwać się z piłką w stronę naszego pola punktowego. Atak funkcjonował sprawnie i solidnie. Jestem zadowolony z naszej dzisiejszej postawy. Zwycięstwa z Saints Częstochowa z Majster-Pol Broncos Sucha Beskidzka bardzo cieszą, ale nie zmienia to naszego toku przygotowań do kolejnych meczów. Chcemy awansować do play-off z perfekcyjnym bilansem - powiedział Jakub Samel, trener AZS Silesia Rebels. 

- Sprawiliśmy sobie dzisiaj wielki zawód. Na pewno oczekiwania były dużo wyższe. Myślę, że ta pierwsza feralna akcja Rebels, która przyniosła im sześć punktów ustawiła mecz. Popełniliśmy dokładnie taki sam błąd jak w starciu z Ravens. O ile wtedy udało się odrobić straty, to w meczu z tak klasową ekipą jak katowiczanie ta sztuka się nie powiodła. Nie załamujemy się porażką. Czeka nas intensywna praca nad ofensywą. Formacja obrony pokazała się dzisiaj z dobrej strony - skomentował Jakub Ścieszka, menedżer Majster-Pol Broncos Sucha Beskidzka. 

Kolejny mecz Broncos rozegrają 5 lipca w Rzeszowie. Rywalem Dzikich koni będą Kruki. Na czwarty mecz w sezonie Rebelianci będą musieli poczekać do 27 lipca. Wtedy na własnym terenie podejmą Ravens Rzeszów. 

Majster-Pol Broncos Sucha Beskidzka - AZS Silesia Rebels 0:26 (0:14, 0:6, 0:3, 0:3) 

I kwarta
0:7 przyłożenie Beniamina Bołdysa po 50-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Beniamin Bołdys)
0:14 przyłożenie Alana Krzempka po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Beniamin Bołdys) 

II kwarta
0:20 przyłożenie Beniamina Bołdysa po 15-jardowej akcji biegowej

III kwarta
0:23 27-jardowe kopnięcie z pola Beniamina Bołdysa 

IV kwarta
0:26 32-jardowe kopnięcie z pola Beniamina Bołdysa 

Mecz obejrzało 200 widzów. 

MVP meczu: Beniamin Bołdys (running back, AZS Silesia Rebels)
 

Biuro Prasowe PLFA
biuroprasowe@plfa.pl