Wojna frustracji

13 kwi 2016

W niedzielę o godzinie 15:00, na stadionie MOSiR Bemowo w Warszawie, zostanie rozegrany mecz trzeciej kolejki Topligi. W tym spotkaniu Warsaw Sharks podejmą Panthers Wrocław.

Gospodarz: Warsaw Sharks (1-1)
Gość: Panthers Wrocław (1-1)
Data i godzina: 17 kwietnia, godz. 15:00
Stadion: OSiR Bemowo, ul. Obrońców Tobruku 11, Warszawa
Liga: Topliga
Bilety: 15 zł (dzieci do lat 7 wstęp bezpłatny)

Sharks zanotowali dynamiczny i udany start sezonu, kiedy to wysoko pokonali Kozły Poznań 47:6. Dla klubu było to ważne zwycięstwo i wielka radość. Zawodnicy znowu uwierzyli w siebie. W tych wspaniałych nastrojach wybrali się na mecz do Szczecina. Tutaj jednak sytuacja diametralnie się zmieniła – jak za dotknięciem czarodziejskiej... kopii. Husarze nie pozostawili złudzeń Rekinom, komu bardziej zależało na wygranej. - Rywale byli świetnie przygotowani i konsekwentnie zmuszali nas do błędów w ataku. Defensywa stanęła na wysokości zadania, ale spędziła za dużo czasu na boisku i po prostu zabrakło jej sił, żeby zatrzymać wszystkie rajdy ofensywy. Kontuzje trzech zawodników obrony tez przełożyły się na zmęczenie i trudności – wytłumaczył Osman Hózman-Mirza-Sulkiewicz, prezes Sharks.

Jesteśmy świadomi jak dobrą drużyną jest wicemistrz Polski, ale chcemy zagrać z takim skupieniem i determinacją jak w meczu otwarcia z Kozłami.
Osman Hózman-Mirza-Sulkiewicz, prezes Warsaw Sharks

Rekinom przede wszystkim zabrakło skutecznych akcji w ofensywie. Stołeczna ekipa nie mogła sforsować dobrze ustawionych i czytających grę przeciwników. Efekt był taki, że warszawianie wracali ze spuszczonymi głowami, z wynikiem 6:24, przy akompaniamencie krzyków rozczarowanego szkoleniowca Tony`ego Simmonsa. - Trener uczulał i wskazywał wszystkie silne i słabe strony rywala, ale niestety nie przełożyło się to na nasza postawę – przyznał prezes klubu.

Minorowe nastroje panują również wśród najbliższego rywala Sharks. Pantery w miniony weekend zmierzyły się ze swoim największym prześladowcą – Seahawks Gdynia. Jastrzębie dwukrotnie pokonały wrocławian w finale zgarniając im sprzed nosa najwyższe trofeum, chociaż w rozgrywkach zasadniczych brylowali futboliści z województwa dolnośląskiego. - Nauczyliśmy się po zeszłym sezonie, że jego pierwsza część nie ma znaczenia. W 2015 roku zawodnicy nie byli mentalnie nastawieni na trudne spotkania. Teraz będzie ich co najmniej kilka i to będzie miało wpływ na motywacje i skupienie w kluczowych momentach. Do finału jeszcze daleka droga i na pewno nie zakładamy, z kim i jak w nim zagramy. Staramy się wyciągnąć pozytywne aspekty z tej porażki i przekuć to na motywację w dalszych przygotowaniach. Lubię, kiedy nasza drużyna jest zła. To wyzwala odpowiednie emocje i waleczność na boisku – podsumował Jakub Głogowski, manager Panthers.

Złości wrocławianom z pewnością nie zabraknie, ponieważ ulegli tylko 10:13, za sprawą kopnięcia z pola Przemysława Portalskiego, a tak nieznaczne porażki bolą najbardziej. - W spotkaniu z Seahawks obie drużyny popełniły wiele błędów. My zrobiliśmy o jeden za dużo. To są szczególne mecze. Widać presję po obu stronach i nie uważam żeby to był prognostyk przed innymi pojedynkami. Do Ligi Mistrzów mamy trzy tygodnie a po drodze mecz z Sharks. To wystarczająco dużo czasu by wyeliminować błędy – dodał Głogowski.

Teraz sfrustrowane Rekiny i podrażnione Pantery spotkają się ze sobą w Warszawie. Wydaje się, że przed gospodarzami naprawdę trudne zadanie. Dość powiedzieć, że drużyny mierzyły się już trzykrotnie a bilans w tych starciach to... 162:16 na korzyść Wrocławia. Ale warto nadmienić, że to Rekiny w poprzednim sezonie zasadniczym zdobyły najwięcej punktów przeciwko Panterom ze wszystkich topligowych ekip. W tamtym pojedynku uległy 16:42. Być może i tym razem pokuszą się o solidny dorobek.

- Do Panthers podchodzimy jak do każdego innego przeciwnika. Jesteśmy świadomi jak dobrą drużyną jest wicemistrz Polski, ale chcemy zagrać z takim skupieniem i determinacją jak w meczu otwarcia z Kozłami. Myślę, że zdecydowanie komunikacja naszej linii ofensywnej będzie miała kluczowe znaczenie. Tego właśnie zabrakło w Szczecinie – przyznał Sulkiewicz. Pantery mogą te komunikację poważnie zakłócić, ponieważ mają własne plany: - Naszym celem jest zwycięstwo. Jedziemy do Warszawy wykonać kolejne zadanie, a po końcowym gwizdku zajmiemy się przygotowaniem do meczu Ligi Mistrzów – zapowiedział Głogowski.

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA