Wielkie święto futbolu na Stadionie Olimpijskim

23 kwi 2017

Panthers wysłali w świat wiadomość: najlepsze imprezy futbolu amerykańskiego w Europie organizuje się we Wrocławiu. W sobotni wieczór na inaugurację Stadionu Olimpijskiego mistrzowie Polski i Europy przegrali z austriacką drużyną Swarco Raiders Tirol 20:33, ale i tak mogą być dumni.

Ponad 20 food trucków na esplanadzie stadionu, bańki mydlane i dmuchańce dla dzieci, muzyka na żywo i mecz futbolu amerykańskiego na najwyższym poziomie. Tak wyglądał idealny wieczór dla wielu kibiców wrocławskiego sportu. No prawie idealny. Jedynym mankamentem jest porażka Panthers, ale nikt głowy w piasek chować nie będzie. Wrocławianie spisali się na medal, bo porażka po ciężkiej walce z jedną z najlepszych drużyn ostatniej dekady nie jest ujmą. Zwłaszcza na jedynym na Starym Kontynencie stadionie ze sztuczną murawą przeznaczonym stricte do futbolu. Jest czym się chwalić.

- Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co dokonali Panthers. Ten stadion wygląda imponująco, do tego cała otoczka i kibice. To jest coś wielkiego – mówił na godzinę przed meczem Shuan Fatah, trener Swarco Raiders i jednocześnie jeden z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w Europie.

Jednak nawet on musiał być zaskoczony, gdy na samym początku meczu rozgrywający Panter Timothy Morovick posłał kilkudziesięciojardowe podanie do Patryka Matkowskiego. Skrzydłowy wrocławian ograł rywala i już wydawało się, że dobiegnie do pola punktowego Raiders, ale potknął się i został zatrzymany. To jednak nie przeszkodziło Panterom w zdobyciu punktów za sprawą 2-jardowej akcji biegowej Tima Morovicka. Zszokowani Raiders odpowiedzieli kopnięciem z pola za trzy punkty, ale to tylko rozsierdziło gospodarzy. Na 13:3 wynik podwyższył Adam Skakowski.

W drugiej kwarcie goście szybko zdobyli przyłożenie po indywidualnej akcji ich rozgrywającego Seana Sheltona, ale Pantery znów odpowiedziały po akcji Morovicka. Przy stanie 20:10 zapanowała euforia, którą szybko ugasił niesamowity 20-letni Sandro Platzgummer. Austriak przebiegł całe boisko i Panthers znów prowadzili zaledwie trzema oczkami. Wtedy inicjatywę przejęli Raiders i zdobyli kolejne przyłożenia za sprawą Sheltona i Platzgummera. Trzy punkty dorzucił też kopacz Fabian Abfalter.

- Jestem dumny z tego zespołu. Walczyliśmy do końca, ale popełniliśmy zbyt dużo błędów, które Raiders wykorzystali. To był twardy mecz. Teraz musimy wrócić do treningów, przeanalizować błędy i skupić się na kolejnym spotkaniu. W niedzielę gramy w Warszawie z Warsaw Eagles – przyznał po meczu Nick Johansen, trener Panter.

Wrocławianie nie potrafili w równie bezlitosny sposób wykorzystać błędów Swarco. Raiders zakończyli mecz z tylko jedną stratą piłki, ale mogło być ich znacznie więcej. Zaważyło jednak doświadczenie – Swarco Raiders założono w 1992 r. Futbol we Wrocławiu pojawił się kilkanaście lat później. Przez ten czas Austriacy szlifowali futbolowe umiejętności, a polskie zespoły teraz te zaległości nadrabiają. I to z powodzeniem, bo Pantery zagrały bardzo dobry mecz i jednocześnie onieśmieliły organizacją starych wyjadaczy. To wielki sukces.

- Początkowo byliśmy podekscytowani całym wydarzeniem i popełnialiśmy błędy. W końcu ochłonęliśmy i zaczęliśmy grać swoje oraz walczyliśmy o każdy jard. Przyznam jednak, że nie mieliśmy zbyt wielu okazji do gry na tak dobrej murawie. To śliczny stadion i macie fantastycznych kibiców – podsumował Jermaine Guynn, defensywny liniowy Swarco i jeden z najlepszych zawodników meczu.

Nie ulega wątpliwości, że Raiders byli w zasięgu Panthers. Tym razem się nie udało, ale przebieg rywalizacji potwierdza, że zeszłoroczna wygrana Panter w Lidze Mistrzów nie była przypadkiem. Mistrzowie Polski nie tyle podążają szlakiem innych, co sami go wytyczają. A Europa patrzy i zazdrości stadionu, kibiców oraz kreatywności. Oby tak dalej.