PLFA J-11: Dominatorzy!

17 listopada 2017

W ostatnim meczu tegorocznej juniorskiej edycji Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, Panthers Wrocław pokonali Kozły Poznań 22:7, tym samym broniąc tytułu mistrzowskiego wywalczonego przed rokiem.

W historii Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego nie ma drugiej drużyny, która w tak imponujący sposób zdominowała stawkę na niemal każdym szczeblu rozgrywkowym. Mistrzostwo Topligi, PLFA II, a teraz PLFA J-11 jest swoistym potwierdzeniem wielkości całej organizacji, która nie musi bać się o przyszłość poziomu sportowego swoich drużyn. To jednak nie oznacza, że wicemistrzów tych rozgrywek, Kozłów Poznań, czekają gorsze czasy. Przypomnijmy, że jeszcze przed rokiem, klub ten nie posiadał sekcji juniorskich, a zawodnicy występowali w barwach konkurencyjnej drużyny – Patriotów Poznań. Dopiero od tego roku, zarząd postanowił przyłożyć większą uwagę do szkolenia młodzieży pozyskując utalentowanych zawodników oraz nowego trenera – jak również byłego zawodnika – Damiana Łuca, który okazał się ich zbawicielem. Nie tylko spełnił pokładane w nim nadzieje pracując – wyjątkowo skutecznie – ze wszystkimi sekcjami, ale wyznaczył nową jakość klubu, który zaczął prezentować zdecydowanie wyższy poziom sportowy.

Pierwsza połowa wcale nie wskazywała na to, że zgromadzeni kibice będą świadkami wyrównanego pojedynku. Pantery od początku wywalczyły sobie przewagę nad rywalami, szczególnie pod względem fizycznym. Przez fakt, że Maksymilian Samel jednak nie zdążył wyleczyć do końca kontuzji i zastąpić go musiał Damian Majchrowski, wrocławianie postawili na konsekwentne akcje biegowe. Świetnie dysponowana linia ofensywna robiła swoim biegaczom – a konkretnie Tomaszowi Pietkiewiczowi i Jakubowi Wąsielowi  – dużo miejsca, szczególnie w środkowej strefie. Poznanianie nie mieli wiele do powiedzenia w tym elemencie, co pozwoliło gospodarzom na skuteczne i regularne serie ofensywne. Tym samym zegar odliczał czas w zawrotnym tempie. W pierwszej odsłonie zespół z województwa dolnośląskiego zapunktował tylko raz, zwieńczając swoje ataki pewnym, 2-jardowym biegiem Pietkiewicza. W drugiej kwarcie oblicze gry również nie uległo zmianie, a Kamil Knapik – w bliźniaczo podobny sposób – zwiększył przewagę do jeszcze jednego posiadania (choć tym razem próba podwyższenia okazała się nieskuteczna).

W czym tkwił problem w braku skuteczności podopiecznych Damiana Łuca? Głównie różnica w przygotowaniu fizycznym. Poznaniacy wyglądali niemrawo, jakby byli już bardziej zmęczeni sezonem. Linia ofensywna nie była w stanie zapewnić komfortu swojemu rozgrywającemu w kieszeni, przez co większość jego podań było niecelnych lub niedokładnych. Dopiero w drugiej kwarcie udało się wyegzekwować skuteczne, dalekie podanie kierowane w stronę Perza, zdobywając ok. 40 jardów. Akcja ta była jedynie małą osłodą, rozczarowującej pierwszej połowy. Pomimo, że dwukrotnie meldowali się w „czerwonej strefie” przeciwników to nie potrafili przełożyć tej przewagi na punkty, co do tej pory było ich domeną. Za to gospodarze robili to, do czego przyzwyczaili nas przez cały sezon. Dominowali, praktycznie nie mając słabych punktów.

Druga połowa była już zdecydowanie bardziej wyrównana, choć miało to związek z licznymi zmianami po stronie gospodarzy. Sztab szkoleniowy, spokojny po wypracowanej przewadze, pozwolił wejść na boisko rezerwowym, aby wzbogacić ich doświadczenie. Tym sposobem każdy zawodnik mógł przyczynić się do zwycięstwa i uczestniczył przynajmniej w jednej akcji.

Nie zmienia to jednak faktu, że formacja obronna gości przypomniała sobie jakimi umiejętnościami dysponuje, a trener dokonał zmian, które pozwoliły nieco ostudzić rozgrzaną i rozpędzoną machinę przeciwnika. Atak również rozprowadzał coraz to skuteczniejsze akcje, lecz nadal brakowało regularności. Na ich niekorzyść w boiskowe poczynania wkradły się niewymuszone błędy. Przy odkopywaniu piłki w czwartej próbie, zawodnik wprowadzający piłkę do akcji przerzucił Wojciecha Perza, który musiał łapać piłkę we własnej strefie punktowej. O ile ta sztuka mu się udała, to wybiec z niej już nie zdążył i został powalony przez Mateusza Zielińskiego, który mógł zapisać na swoje konto dwa oczka. Drugi błąd, a raczej przytomność obrońców, miał miejsce przy serii ofensywnej Kozłów, blisko połowy wrocławian. W momencie, kiedy Gunther Krotsch - który tego dnia był niemiłosiernie obijany przez rywali – upadał na boisko z piłką w rękach, w ostatniej chwili któryś z defensorów wybił mu ją, a przytomnie reagujący Kacper Pawlak – notabene, rozgrywający świetne spotkanie – pobiegł z nią prosto po przyłożenie. Czy kolano zawodnika miało kontakt z murawą w momencie wybicia piłki? Choć trener poznaniaków szalał za linią boczną boiska z wściekłości, nie zgadzając się z interpretacją sędziów, to nie zmieniło ich decyzji i Pantery prowadziły już różnicą 22 punktów.

Mimo wszystko, goście nie zamierzali poddać się bez walki. Czuli, że stać ich na lepsze zawody. Obrona skutecznie opierała się kolejnym atakom i cztery minuty przed końcem meczu Mateusz Rakowicz wybił piłkę z rąk Kamila Knapika, a pierwszy przy niej był Antoni Idziak i mając otwarte pole przed sobą zdobył honorowe punkty dla swojej drużyny. Ta wcale nie zamierzała złożyć broni, ponieważ wyegzekwowała krótkie kopnięcie przy wznowieniu akcji, lecz rywale nie dali się zaskoczyć. Wielkopolanie doszli jeszcze do posiadania po szybkim jego odzyskaniu przez obronę, ale zabrakło już im czasu. Tym samym Panthers mogli cieszyć się z kolejnego mistrzostwa.

- Od samego początku mecz nie był dla nas łatwy. Zanim, tak naprawdę, weszliśmy w mecz - było już 7:0 dla Panthers. To klasowy zespół i jak tylko poczują słabość brną po swoje. Ich dwie linie (ofensywna i defensywna) były tego dnia dla nas za silne i za dobrze zorganizowane by móc z nimi sobie poradzić. U moich chłopaków było widać presję związaną z finałem i stawką o jaką przyszło im grać. Z czasem zaczęliśmy grać lepiej, ale było już za późno, aby podjąć skuteczną walkę. Nasz rozgrywający w tym meczu przyjął sporo mocnych uderzeń, jednak cały czas próbował odmienić losy spotkania, przez co należy mu się wyróżnienie. Z drugiej strony, jak wiemy, bez pomocy linii ofensywnej ciężko o przesuwanie gry do przodu. - podsumowuje Damian Łuc, trener poznańskiej drużyny.

- Nasza młodzież podeszła do spotkania dokładnie tak, jak tego oczekiwaliśmy: skupiona i z respektem dla przeciwnika. Wystarczyło odpowiednie nastawienie i bez dwóch zdań rozegraliśmy dużo lepsze spotkanie niż miało to miejsce podczas półfinału przeciwko Mustangs. Kolejny raz fantastycznie spisała się nasza defensywa, szczególnie pierwsza i druga linia. Rozgrywający Kozłów chyba jeszcze nigdy wcześniej nie miał takich problemów ze zbieraniem sił po kolejnych sackach naszych liniowych. Tutaj jednak musimy podziękować naszym przeciwnikom, którzy stwierdzając na kilka dni przed finałem, ze mają najlepszą formację defensywną U-19 w Polsce bardzo mocno zmotywowali naszych zawodników. Młode Pantery bezlitośnie rozliczyły gości z tych słów. Nie można jednak pominąć świetnej reakcji poznaniaków, kiedy to błyskawicznie przejęli piłkę po fumble naszej ofensywy i zdobyli honorowe punkty. Jesteśmy bardzo zadowoleni z postawy naszych juniorów, którzy świetnie zakończyli ten długi sezon. Zdobycie trzeciego złota jest dla Panthers przysłowiową wisienką, czy też truskawką, na torcie. Nie byłabym jednak sobą gdybym kolejny raz nie doceniła HC Damiana Łuca. Widać, że pod jego skrzydłami rozwija się każda sekcja klubu z Poznania i szczerze gratuluję Wicemistrza w formule J-11. - obszernie analizuje Karolina Janas, kierownik sekcji juniorskich Panthers Wrocław.

Panthers Wrocław – Kozły Poznań 22:7 (7:0; 6:0; 9:0; 0:7)

I kwarta

7:0 – przyłożenie Tomasza Pietkiewicza po 2-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michał Moneta)

II kwarta

13:0 – przyłożenie Kamila Knapika po 10-jardowej akcji biegowej

III kwarta

15:0 – safety Mateusza Zielińskiego

22:0 – przyłożenie Kacpra Pawlaka po akcji biegowej po fumble (podwyższenie Michał Moneta)

IV kwarta

22:7 – przyłożenie Antoniego Idziaka po 42-jardowej akcji biegowej po fumble (podwyższenie Wojciech Perz)

MVP Finału: Kacper Pawlak (liniowy defensywny Panthers Wrocław)

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA